niedziela, 13 marca 2016

Nieznana Cesarzowa Ha Na Rozdział VII


Raz jakaś inna muzyczka dla odmiany XD ;)







Sung San kazał zaprowadzić Yi Hana do lochu, a sam odprowadził księżniczkę do komnaty. Dziewczyna w drodze do pokoju cały czas patrzyła wstecz z nadzieją, że może jeszcze zdoła ujrzeć pojmanego chłopaka. Niestety nie udało się.... Doszli do pokoju dziewczyny, gdy nagle generał odezwał się do niej.                                                                                                                                
 - Po tym co się stało nie mogę zostawić cię samej nawet w pałacu więc od tej chwili będę za tobą chodził krok w krok - mówi spokojnie.
 - Nie powiem cesarzowi o tym, że uciekłaś z pałacu ani o tym, że byłaś w niebezpieczeństwie, bo teraz ma ważniejsze sprawy i nie chce go martwić, ale musisz pamiętać jedno.... jesteś księżniczką i musisz się zachowywać jak ona! - stwierdza chłopak w szarej zbroi.
Dziewczyna jedynie spuściła wzrok i weszła do pokoju. Lecz nagle z nieużywanego pokoju obok dobiegło pukanie do drzwi. Ha Na przeraziła się, ponieważ nigdy tam nikogo nie było.
Po chwili drzwi się otwarły, a z pokoju obok wyłonił się Sung San.
- Od teraz naprawdę będę z tobą 24/7- śmieję się chłopak.
 Ha Na już miała zacząć krzyczeć ze strachu, gdy nagle jej usta zasłoniła ręka chłopaka.
 - Chyba nie chcesz obudzić połowy pałacu i zawiadomić, ze dopiero teraz wróciłaś, prawda? - pyta chłopak.
Kiedy już dziewczyna się uciszyła dowiedziała się wszystkiego od jej prywatnego strażnika.
Jej ojciec zaplanował ostrzejsze strzeżenie jej, więc rozkazał Sung Sanowi wprowadzić się do niezamieszkałego pokoju połączonego drzwiami z pokojem jego córki, ponieważ dzięki temu będzie bliżej niej i będzie mógł jej bardziej pilnować. Dziewczyna była w szoku. Po tych słowach chłopak wrócił do swojego pokoju i zamknął drzwi. Jego pokój był dwa razy mniejszy od komnaty dziewczyny, ale to mu w niczym nie przeszkadzało, ponieważ cieszył się, że może być blisko niej. Położył się na łóżku i z uśmiechem zasnął, natomiast nasza księżniczka była wstrząśnięta wszystkim o czym się dzisiaj dowiedziała i ledwo co mogła spać, szczególnie, że koło jej pokoju spał Sung San. Zamiast spać siedział przy stole i zapisała wszystkie rzeczy, jakie wydają się jej być dziwne w ostatnich dniach.... Tajemniczy list, podwojona straż, napad na namiot cyrkowy i zabicie większości ludzi, brak przyczyny pojmania Yi Hana i minister Oh... Ta układanka wyrazów wydawała się za trudna dla niej, więc położyła się spać w swoim okrągłym łóżku i zasnęła. Śniło jej się wiele sytuacji z minionych dni.... W tym czasie kilka metrów pod ziemią w lochach znajdował się Yi Han. Siedział w koncie słysząc kapanie wody. Miał zamknięte oczy, lecz nie spał tylko również rozmyślał, co się z nim dalej stanie, po tym jak został złapany.... Nadszedł ranek. Promienie słoneczne padały na twarz śpiącej Ha Ny. Na zewnątrz śpiewały patki, które umilały wszystkim służącym pracę. Po krótkim czasie dziewczyna wstała gwałtownie, szybko zeskoczyła z łóżka, pobiegł ku stołowi i kartce z wyrazami, szybko wzięła pędzel i dopisała jeszcze słowo las o którym całkiem zapomniała. Teraz już wiedziała co robić... Kluczem do wszystkiego był las, a może jedynie poszlaką. Tego jeszcze nie wiedziała. Ubrała szybko swój strój do jazdy konnej i otworzyła drzwi. Już chciała wychodzić, gdy znikąd pojawił się Sung San. Dziewczyna dopiero teraz sobie przypomniała, że ma ją pilnować nawet w pałacu.... To pokrzyżowało jej plany, ale wpadła na drugi pomysł, który w wielkiej części składał się ze sprytu.
- Mój osobisty strażniku słyszałam, że jesteś nieustraszonym generałem i naprawdę świetny w sztukach walki jak na swój wiek, prawda? - pyta dziewczyna z dziwnym uśmiechem.
 - Można tak powiedzieć... - odpowiada zdezorientowany pytaniem dziewczyny.
 - Mam do ciebie prośbę.... chodź ze mną do nawiedzonego lasu - mówi spokojnie Ha Na.
 - Księżniczko z cały szacunkiem, ale jest to niemożliwe, ponieważ jest tam niebezpiecznie - stwierdza młody generał.
 - Dlatego chcę byś poszedł tam ze mną, czy przed chwilą nie przyznałeś, że jesteś nieustraszony, generale? - mówi delikatnie dziewczyna.
 - Nie mów mi, że taki sławny generał boi się iść do jakiegoś małego lasku....- śmieję się Ha Na.
 Jej plan zadziałał. Już kilka minut później byli na skraju lasu, dopiero teraz Sung San zrozumiał, że dziewczyna przechytrzyła go, ale chwile pomyślał, a skoro z nią jest,  nie stanie się nic złego, więc mogą iść do tego lasu.
 - Może dzięki temu, że pójdziemy do tego lasu dowiem się czemu czasami uciekasz i dlaczego kiedyś chciałaś też tam iść....- mówi do dziewczyny.
 - Skąd wiedziałeś, że tam chciałam kiedyś iść?! - odpowiada zdziwiona.
 - Widziałem cię jak obserwowałaś straże tamtego dnia - mówi spokojnie chłopak.
Po tych słowach ruszyli dalej. Las wydawał się dość złowrogi. Drzewa całkiem zakrywały niebo, więc przy ziemi było dość ciemno. W lesie przeważały drzewa liściaste, a przy samej ziemi było mnóstwo paproci. Szli chwile, lecz nagle dziewczyna zatrzymała się. Nie wiedziała dokładnie dokąd iść, ale wiedział, że "to coś" tutaj jest. Rozglądnęła się i pokazała ręką, gdzie dalej iść. Droga którą wybrała była bardziej przejrzysta i wydawałoby się, że często ludzie tędy chodzili, ponieważ tylko tam nie rosły paprocie. Wydawało się to dość dziwne młodemu generałowi, ale zignorował to i poszedł za dziewczyną. Mijały minuty i godziny.... Dalej szli tą drogą, a patrząc na słońce było można wyczytać, że jest już popołudnie. Ha Na była już zmęczona chodzeniem, ale nie chciała tego okazać Sung Sanowi, więc szła dalej. Niestety nie udało jej się go zmylić swoją siła, ponieważ tak jak przy ich pierwszym spotkaniu od razu ją rozszyfrował. Wiedział, że jest zmęczona, więc zaproponował odpoczynek, ale Ha Nie nie słuchała go i szła dalej. Po kilku minutach ich drogę zagrodziły drzewa, które leżały na ziemi. Chłopak przeszedł przez nie pierwszy, a potem wystawił rękę by pomóc dziewczynie, ale ona nie chciała jego pomocy. Wskoczyła na drzewo, lecz zmęczenie dało jej się we znaki i się potknęła spadając prosto w ramiona Sung Sana.... Tą romantyczną chwile zakłóciły głosy ludzi, którzy sądząc po głośności byli niedaleko. Para od razu od siebie odskoczyła i zbliżyła się ku tym dziwnym głosom. Doprowadziły one ich do urwiska, które znajdowało się koło miejsca skąd zeskoczyli Yi Han i Ha Na. Było to o połowę mniejsze urwisko otoczone wielkimi krzakami. Sung San i Ha Na zbliżyli się do przepaści i w dole zobaczyli potężną łódź. Na plaży stało dwoje osób. Na pierwszy rzut oka nie mogli ich rozpoznać, bo stali tyłem, ale jak się odwrócili para ujrzała ministra Oh i przywódce bandytów, którzy napadli poprzedniej nocy na namiot cyrkowy.
 - To niemożliwe... przecież sam wczoraj własnoręcznie go złapałem i kazałem strażnikom zabrać go do lochów cesarskich - szepcze chłopak do dziewczyny.
 - I znowu minister Oh - mówi cicho dziewczyna do siebie.
 Po tym młody generał tajemniczo na nią spojrzał, ale dziewczyna tego nie zauważyła, bo próbowała usłyszeć o czym mówią osoby na plaży. Niestety nie mogła ich usłyszeć. Sung San zaproponował by już stąd iść bo to wszystko wydaje się być dziwne. Chwycił dziewczynę za rękę i powoli mieli wycofać się do lasu, gdy nagle z małego urwiska, gdzie stali obsunął się kamień spadając na plażę. Od razu po usłyszeniu tego odgłosu minister Oh i przywódca bandytów popatrzyli w tamtą stronę, gdzie była nasza para. Na szczęście Sung San szybko zareagował i przewrócił dziewczynę za ziemie samemu na nią spadając. Zakrył jej usta. I oboje trwali bez ruchu z nadzieją, że ich nie zauważyli. Sung San spoglądał z pomiędzy liści na dwójkę na plaży, czy przypadkiem nie idą w ich stronę, natomiast Ha Na nie spuszczała wzroku z twarzy młodego generała, który nie wiedzieć czemu z bliska wydawał jej się całkiem inny, niż zazwyczaj.... Po kilku sekundach zagrożenie minęło. Wódz bandytów i minister Oh pożegnali się i każdy ruszył na swoją łódź. Obydwoje po kilku minutach odpłynęli. Ha Na wyśliznęła się spod ciężaru Sung Sana i zaczerwieniona skierowała się ku drodze powrotnej. Chłopak zauważył jej rumieńce, więc lekko się uśmiechnął i poszedł za nią. Obydwoje w ciszy myśleli nad tym co dzisiaj widzieli. Powoli cała ta układanka wyrazów stawała się jasna dla dziewczyny... Kilka godzin później wrócili do pałacu i każdy poszedł do swojego pokoju. Zmęczeni cały dniem poszli spać, mimo iż był dopiero wieczór. W tym czasie Yi Han dalej siedział w lochach cesarskich. Kilka minut później złożył mu wizytę minister Oh. Kiedy wszedł przez metalowe drzwi na twarzy Yi Hana pojawiła się pogarda i nienawiść. Minister Oh podszedł do niego i zaczął mu się przypatrywać.
 - Dawno się nie widzieliśmy, synu.... - mówi kpiąco minister Oh.






Koniec Rozdziału VII 



Co myślicie o tym rozdziale? Zaciekawiło was co będzie dalej?
Kogo wolicie Yi Hana, czy może Sung Sana? 

Nieznana Cesarzowa Ha Na Rozdział VI


  




Fale uderzały rytmicznie o urwisko. Bandyci podeszli bliżej przepaści, ale nie zobaczyli nikogo wypływającego z dna rzeki. Myśląc, że dziewczyna z chłopakiem zginęli wycofali się do lasu i skierowali się ku namiotowi, gdzie przedtem pozabijali wiele osób. W tym czasie pod wodą była błoga cisza i ciemność, mimo iż przy samej górze woda była oświetlana wschodzącą poświatą księżyca. Kilkanaście metrów od głębi rzeki dryfowali pod wodą Yi Han i Ha Na. Chłopak po krótkiej chwili otworzył oczy, ale nie mógł dostrzec dziewczyny w ciemnościach. Rozglądał się wokoło, gdy nagle poczuł, że czyjaś ręka lekko musnęła jego plecy. Yi Han domyślił się, że jest to na pewno Ha Na. Podpłynął trochę w dół i rękami próbował ją znaleźć w głębinach. Dopiero po chwili złapał ją za ramiona i potrząsnął, niestety dziewczyna nie budziła się... 
 - Ha Jin musiała przez szok zemdleć, ale w tym tępię straci całe powietrze - myśli.
Chłopak nie tracąc czasu potrząsnął nią jeszcze raz, ale i to nic nie dało. W końcu zdecydował się by oddać Ha Nie trochę powietrza, więc zbliżył się ku niej i dotknął jej usta swoimi, oddając jej trochę powietrza. Trwało to kilka sekund, mimo tego chłopak myślał, że ta chwila trwała wiecznie. Po tym Yi Han jeszcze raz nią potrząsnął i nagle dziewczyna otworzyła oczy. Wypłynęła ku powierzchni, a za nią chłopak. Kiedy wyłonili głowy z wody szybko wzięli potężny wdech. Byli uratowani. 
Ryzyko się opłaciło, ale czy na pewno? Chłopak złapał księżniczkę za rękę i razem wyszli z wody, ale nagle przy brzegu koło jego szyi pojawił się miecz. Chłopak zwrócił swój wzrok ku właściciela owego miecza. Koło niego stał Sung San z wyciągniętą bronią, a za nim kilkunastu strażników cesarskich. Wszyscy podbiegli ku Yi Hanowi i wyciągnęli miecze. Chłopak nie wiedział co się dzieję. Dwóch strażników kazało mu uklęknąć i założyć ręce na tył szyi. Na jego pochyloną twarz ociekała woda z jego czarnych włosów... A jego szyja była na skrzyżowaniu dwóch mieczy strażników w czerwonych szatach. 
- Księżniczko nic ci nie jest? - pyta chowając miecz Sung San.
Na to pytanie dziewczyna przymknęła oczy ze wściekłości, ponieważ jak on mógł zdradzić jej prawdziwą tożsamość przed Yi Hanem, który o niczym nie wiedział. 
- Jesteś księżniczką?! - pyta Yi Han ze zdezorientowanym wzrokiem. 
Dziewczyna w odpowiedzi uśmiechnęła się lekko zakłopotana i zmartwiona tym, że to raczej już koniec z ich znajomością...
- Nic mu nie rób, on nic złego nie zrobił, jeśli chcesz kogoś ukarać to tylko mnie, ponieważ sama uciekłam z pałacu.... - mówi kierując swe słowa do jej osobistego strażnika.
- Przykro nam księżniczko, ale musimy go aresztować, bo jest na liście poszukiwanych- stwierdza jeden ze strażników.
Ha Na była bardzo zdziwiona tym co usłyszała, ale nagle przypomniało jej się pierwsze spotkanie z Yi Hanem. Wtedy był ścigany przez strażników... 
- Kto wydał pozwolenie na list gończy i z jakiej przyczyny? - pyta zaciekawiona księżniczka cała tą sytuacją.
- Powodu nie znamy, ale z tego co wiem to list gończy kazał sporządzić minister Oh...- mówi zamyślony Sung San. 
- Wszyscy tylko nie minister Oh, ten przeklęty staruch... - myśli wściekły Yi Han.
- A więc to on... - myśli dziewczyna. 
Generał przekazał również Ha Nie, że wszyscy bandyci zostali złapani i zaprowadzeni przez resztę strażników do lochów pałacowych. Przekazał jeszcze, że wszyscy ludzie który byli obecni w namiocie zginęli oprócz cyrkowców, którzy zwinnie się ukryli na linach i na drzewach. W myślach dziewczyny pojawił się ten straszny widok zabijanych ludzi, którego doświadczyła będąc na spektaklu cyrkowym. Ha Na była również ciekawa skąd wiedzieli, że są tutaj. Sung San po zastanowieniu powiedział, że do pałacu przybiegła jedna cyrkówka i zawiadomiła o całej sytuacji, jak i o tym, że księżniczka jest w niebezpieczeństwie. 
- Miała ona chyba na imię Sun Hee? Nie, to była dziewczyn o imieniu Su Jin! 
Księżniczka zmartwiona całą sytuacja, już nie zwróciła uwagi na to kto doniósł, że jest w niebezpieczeństwie, teraz bardziej martwiła się o Yi Hana, ponieważ nie wiedziała co z nim dalej będzie. Chciała mu pomóc, ale nie wiedziała jak... Ha Na szła na przodzie wraz z jej osobistym strażnikiem, natomiast Yi Han w tyle związany i pilnowany przez innych strażników. Razem podążali do pałacu. Po jakimś czasie doszli do bram cesarskich. Yi Han przez całą drogę myślał nad tym kim tak naprawdę jest dziewczyna, która skradła mu serce... Wiedział, że kiedy przejdą przez bramę nic nie będzie już takie same, ponieważ i ona dowie się o nim prawdy...






Koniec Rozdziału VI 



piątek, 11 marca 2016

Nieznana Cesarzowa Ha Na Rozdział V



Muzyczka do dzisiejszego rozdziału 




Ha Na była w wielkich tarapatach, ponieważ strażnicy wrócili i bacznie obserwowali bramę cesarską, Dziewczyna przyglądała się całej sytuacji zza pobliskiego budynku. Nagle ku jej zdziwieniu do bram podszedł młody chłopak o czarnych włosach.
- Przecież to Yi Han!- myśli zdezorientowana dziewczyna. 
Chłopak podszedł do strażnika ubranego w czerwone szaty i zamienił z nim kilka słów. Wszystko wydawało się być podejrzane dla Ha Ny. Po chwili chłopak odszedł zostawiając dziewczynie kolejną masę pytań.... Minęło kilka minut i nadarzyła się okazja, by dziewczyna wróciła do pałacu. W stronę bramy nadchodził dyrektor cyrku wraz ze swoją grupą cyrkową. Za nimi podążało kilka osób z wielkimi wozami z zakrytym dachem. Ha Na wpadła na pomysł by się tam zakraść i schować na czas, aż nie przejdą przez bramę, Tak też zrobiła. Kiedy dyrektor był wypytywany przez straż, ona zakradła się od tył i wskoczyła do wozu. Kiedy odwróciła głowę ku wnętrzu pojazdu jej oczy rozszerzyły się ze strachu. Przed nią stał wielki i potężny tygrys. Jego futro miało kolor biało szary, a jego zielone oczy wpatrywały się głęboko w Ha Nę. Zaczął się powoli zbliżać. Dziewczyna ze strachu znieruchomiała. Nie wiedziała co robić, nagle zaczęła szukać wzrokiem po wozie, ale w tym samym czasie tygrys zaczął na nią warczeć.
- Już po mnie.... - myśli rozżalona dziewczyna.
Po chwili z głębi wozu ukazała się dziewczyna w wieku księżniczki. Miała ciemnobrązowe włosy związane u góry w kucyk, różową bluzkę z dłuższymi rękawami i czarne spodnie. 
- Sae spokój- mówi spokojnie nieznajoma.
Tygrys równo z tym poleceniem usiadł i już inaczej patrzył na Ha Nę, bardziej przyjaźnie. Księżniczka poczuła wielką ulgę, że jednak ktoś jej pomógł. 
- Kim jesteś?- pyta dziewczyna w różowej bluzce głaszcząc tygrysa.
- ...Mam na imię Ha Jin..- mówi córka cesarza. 
Ha Na operował tym imieniem kiedy wychodziła z pałacu, by nikt ją nie skojarzył z księżniczką, Nieznajoma uśmiechnęła się i również się przedstawiła. 
- Ja jestem Su Jin- mówi uśmiechnięta. 
Obie usiadły na ławce w wozie i zaczęły rozmawiać, mimo iż na większość pytań Ha Na nie odpowiadała, ponieważ pytanie " Co tu robisz?" niezbyt było dla niej wygodne... 
Su Jin powiedziała dziewczynie, że w cyrku pełni role treserki zwierząt oraz akrobatki. Bardzo to zadziwiło Ha Nę, więc Su Jin od razu zdobyła jej szacunek. Księżniczka chciała zostać jeszcze trochę i porozmawiać, ale śpieszyła się na bankiet, więc, gdy grupa cyrkowa minęła bramę cesarską szybko wysiadła i pobiegła w głąb pałacu. Su Jin zdziwiona całą tą sytuacja tylko obserwowała Ha Nę. 
Za kilka minut księżniczka była już w swojej komnacie przebrana w królewskie szaty. Dokładnie nie było jej godzinę, więc nikt się nawet nie zorientował, ponieważ wszyscy myśleli, że spała. 
Ha Na wyszła z pokoju i powędrowała wprost na dziedziniec, gdzie przywitała się z rodzicami 
i oczekiwała na przyjazd młodszego rodzeństwa. Była to dość słoneczna. lecz wietrzna pogoda. 
Ha Na ubrana w czerwoną szatę z wyszytym smokiem na dolnej części hanboku wyglądała nieziemsko. A tego widoku dopełniał wiatr, który bawił się jej włosami lekko je unosząc. Czekali już wystarczająco długo, ale nikt nie nadjeżdżał co zaczęło niepokoić cesarzową. W końcu jednak z cesarskich bram wyłoniła się lektyka z jej dziećmi. Straż niosąca ją zatrzymała się, a z lektyki wysiadło dwoje dzieci. Byli to dziesięcioletnia dziewczynka o kruczoczarnych włosach ubrana w niebieską szatę oraz chłopiec, który na oko miał 12 lat. Już w pierwszej chwili kiedy zobaczyli rodziców pobiegli by ich uściskać. Przywitali się ze wszystkimi i już kiedy mieli wracać by pokazać przybyłym komnaty nadjechała druga lektyka. Ayushidara i Aruna popatrzyli na siebie poważniejszymi spojrzeniami, a uśmiech wywołany przyjazdem ich młodszych dzieci zniknął. 
Po chwili z lektyki wyszedł w podeszłym wieku mężczyzna o siwych długich włosach i brodzie.
Miał na sobie czerwoną szatę przepasaną niebieskim pasem, która oznaczało, że jest wysoko położonym ministrem, a dokładnie był on najwyżej postawiony w całym pałacu po oczywiście cesarzu i cesarzowej. 
- Witam Wasza Cesarska Mość- mówi kłaniając się minister. 
- Witam ministrze Oh..- mówi równocześnie para cesarska. 
Minister Oh opowiadał im o swojej podróży na Tajwan i o korzyściach jakie ona przyniosła. Wszyscy razem udali się na plac główny, gdzie miał się odbyć bankiet.. Plac był bardzo duży. Otaczały go kolumny z przywiązanymi wiązankami kwiatów. Na środku placu znajdował się wielki kwadratowy dywan na którym miały być występy artystyczne i taneczne. Z każdej strony były schody, które wyprowadzały z placu, ponieważ było on trochę niżej niż reszta pałacu. Na jednym z wyjść stała wielka otwarta loża, gdzie siedziała para cesarska, ich dzieci oraz minister Oh, a w tyle inni mniej ważni ministrowie. Cały plac był okrążony służkami i strażnikami, większość z nich również oglądała występy. Bankiet się zaczął jak na początek wszyscy przywitali cesarza i cesarzową oraz ich dzieci, a potem na środek placu weszła grupa cyrkowa, którą sprowadził Ayushidara dla swoich najmłodszych dzieci. Kiedy na scenę weszła Su Jin była oszołomiona, ponieważ dziewczyna, która przedtem uciekła z jej wozu to córka cesarza, a zarazem przyszła cesarzowa. Po zobaczeniu jej nie mogła się otrząsnąć. Dopiero kiedy dyrektor powiedział, że to jej kolej wróciła do siebie. 
Na tarasie był rozstawiony sznurek przywiązany do dwóch kolumn. Su Jin weszła na owy sznurek 
i zaczęła tańczy na nim wykonując skoki i przewroty w powietrzu. Widok ten był cudowny. Nawet zachwycił Ha Nę , która była dość zakłopotana, ponieważ Su Jin dowiedziała się już kim tak naprawdę jest. Gdy jej występ się zakończył dostała brawa na stojąco nawet od samego cesarza. Dziewczyna była poruszona tym, więc zaczęła się kłaniać z wielkim uśmiechem do publiczności. 
Po występach cyrkowych przyszedł czas na taniec Ha Ny. Była ona dość podenerwowana, ponieważ chciała wypaść równie dobrze jak Su Jin. Stanęła na środku trzymając dwa białe wachlarze w dłoniach. Czekała na akompaniament muzyczny, który przygotowała orkiestra królewska z tradycyjnych instrumentów. Występ się zaczął. Wszystkie oczy były skierowane ku Ha Nie, nawet Sung San obserwował ją, ponieważ przyszedł specjalnie na jej występ, mimo iż miał być teraz w koszarach. Stanął w kącie i patrzył jak dziewczyna z wielką gracją i precyzją wymachiwała rękami. Ten widok był podobny do lotu łabędzia, ponieważ łabędź wzbija się w powietrze z gracją, tak samo na nią opada. Chwile później ludzie kojarzyli jej taniec z wiatrem, ponieważ był on niezwykle delikatny niczym muśnięcie wietrzyku. Ten widok poruszył ponownie serce Sung Sana. Jej występ wypadł równie dobrze jak pokaz Su Jin, więc dostała brawa na stojąco. Po wszystkich występach wszyscy zaczęli jeść. Na stołach, które były dla ministrów i rodziny cesarskiej było mnóstwo jedzenia, ale przeważał przede wszystkim gotowany kurczak. Bankiet szybko się zakończył, a po nim młodsze rodzeństwo księżniczki poszło spotkać się z cyrkowcami, natomiast Ha Na wróciła do swojej komnaty, bo musiała zacząć się szykować na swoje wyjście z Yi Hanem. Dziewczyna szła długimi korytarzami aż w końcu ujrzała swój pokój, a przed nim Sung Sana ubranego w czarny uniform generała. 
- Księżniczko wypadłaś dzisiaj wspaniale- stwierdza chłopak. 
- Dziękuję- odpowiada dziewczyna dość zakłopotana tym komplementem, po czym weszła do komnaty. 
Przystanęła przy zamkniętych drzwiach wewnątrz komnaty i myślała co na siebie włożyć... 
Dopiero po chwili zrozumiała, że nie ma nic więcej oprócz hanboku, którego wcześniej kupiła z rzeczy niższego stanu społecznego. To ją zmartwiło, ponieważ jej poprzedni hanbok był dość zniszczony, a przecież nie pójdzie w swoich królewskich szatach.... Otworzyła okno, bo pomyślała, ze dzięki świeżemu powietrzu przyjdzie jej coś do głowy. Nagle przez okno zobaczyła Su Jin siedzącą na kamyku przy pobliskim małym stawie. Pomyślała, że może ona będzie w stanie jej pomóc, więc wyszła z pokoju i skierowała się w tamtą stronę. Kiedy podeszła do dziewczyny Su Jin z zaskoczenia aż wywróciła się na ziemię, bo Ha Na nie zauważyła, że dziewczyna zasnęła. 
Kiedy cyrkówka zobaczyła Ha Nę była bardzo zakłopotana, ponieważ wcześniej jej nie poznała. 
- Przepraszam księżniczko, że cię wcześniej nie rozpoznałam... - mówi patrząc pod wrażeniem na Ha Nę wystrojoną w piękną szatę. 
Księżniczka w tym czasie kucnęła przy dziewczynie i powiedziała jej by się o to nie martwiła, ponieważ nie chciała, by ktoś jej rozpoznał. Po cichu poprosiła również ją, by nikomu nie mówiła, że widziała ją ubraną jako chłopkę poza pałacem oraz poprosiła, by rozmawiały jak koleżanka z koleżanką, a nie poddana z księżniczką. Dziewczyna na wszystko się zgodziła i na koniec na jej twarzy pokazał się ogromny uśmiech. Ha Na przy okazji poprosiła ją by pożyczyła jej jakiś hanbok, który mogłaby ubrać do miasta, by nikt jej nie rozpoznał. Dziewczyna zgodziła się ucieszona, że może pomóc księżniczce. Po tej krótkiej rozmowie Su Jin zaprowadziła Ha Nę do garderoby, gdzie cyrkowcy trzymali wszystkie swoje ubrania. Przyczepa ta była dość mała w kolorze niebieskim. Kiedy weszły do środka wszędzie walały się ubrania, a cyrkówka przepatrywała je w poszukiwaniu jakiegoś hanboku. Po kilku minutach nareszcie znalazła żółto-zielony. Ha Na schowała go do rękawa i wyszła z wozu, a po chwili jeszcze wychyliła głowę ku Su Jin. 
- Dziękuję, a twój występ był wspaniały, jeśli będziesz miała kiedyś czas proszę naucz mnie kilku sztuczek- mówi uśmiechnięta po czym odeszła ku swojej komnacie. 
- Jasne
Ha Na ubrała owy hanbok, zaczesała włosy w warkocz i nałożyła trochę makijażu. 
Godzina spotkania się już zbliżała, ponieważ była już 17.30, więc Ha Na zdecydowała się już wyjść z pałacu. Po cichu wyszła przez bramę, która była najmniej strzeżona jako służka, która wychodzi zrobić zakupy dla kogoś z rodziny cesarskiej. Po ominięciu bamy powędrowała ku miejscu spotkania. Na miejscu już czekał Yi Han, który przyszedł trochę wcześniej. Kiedy zobaczył Ha Ne zaniemówił z wrażenia, ale po chwili odzyskał zdolność mówienia. 
- Pięknie wyglądasz..- stwierdza chłopak. 
Ha Na dzięki komplementowi Yi Hana zaczerwieniła się, przez co wyglądała w oczach chłopaka jeszcze bardziej uroczo. Rozmawiając razem podążyli w kierunku cyrku, który był rozłożony nieopodal "nawiedzonego lasu". Pokazali strażnikowi przy wejściu bilet i weszli do środka. Wewnątrz było dużo szlachciców, jak i normalnych osób, a w szczególności dzieci. Ha Na i Yi Han usiedli niedaleko wejściu na najwyższej ławce. Spektakl się zaczął, a na scenę weszła grupa cyrkowa. Pierwszym występem była jazda konna z różnymi sztuczkami, drugim rzucanie sztyletami wokół głowy jednego z ochotników z grupy cyrkowej. Wszyscy widzowie bili brawa z całych sił. Yi Han cieszył się, ze występ się podoba dziewczynie, ponieważ kiedy nadszedł czas na akrobację na linię 
Su Jin miała za zadanie udawać, że spada z liny, ale tak naprawdę miała się złapać jej w ostatnim momencie. Kiedy Ha Na myślała, że Su Jin spadnie ze strachu przytuliła się do Yi Hana co sprawiło, że chłopak siedział jak kamień. Po chwili jednak powiedział szeptem do dziewczyny, że nic nie jest Su Jin, więc Ha Na od razu oderwała się od niego cała czerwona, gdy zrozumiała co zrobiła i dalej oglądała występ zakłopotana. Chłopak jedynie się lekko zaśmiał na jej reakcję. Dziewczyna zerkała jedynie kątem oka na niego i w myślach musiała przyznać, że jest naprawdę przystojny, a kiedy się śmieje to już całkowicie. Przed nimi siedziała dwójka dzieci. Chłopczyk ze starszą trochę siostrą. Zaciekawili oni dziewczynę, ponieważ byli niezwykle uroczy jak reagowali na pokazy cyrkowe. Kiedy Su Jin skończyła występ wiele osób rzucało kwiaty w jej stronę. Zebrała kilka i zeszła ze sceny, lecz nagle przez wejście do namiotu cyrkowego wtargnęli bandyci. Wyciągnęli miecze
 i przypatrywali się wszystkim dookoła. Każdy był przerażony, a już szczególnie Ha Na. Yi Han zachował powagę i szukał wzrokiem jak stąd uciec, ponieważ przeczuwał, że to nie jest zwykły napad i kradzież pieniędzy.... Miał rację... Kiedy szlachcice wyjęli swoje pieniądze jakie mieli przy sobie by tylko ujść z życiem bandyci wyjmowali miecze i ich zabijali zostawiając pieniądze. 
W samym centrum skupiska tych ludzi stał mężczyzna w średnim wieku, dość grubawy z jednym okiem. Trzymał w swej dłoni długi metalowy, lśniący miecz. 
- Zabić wszystkich, nie oszczędzić nikogo!- krzyczy podnosząc miecz wódź bandytów.
W namiocie narastały krzyki, a niektóre wyciszyły się zupełnie, ponieważ połowa osób już zginęła. Dwóch bandytów szło w stronę Ha Ny i Yi Hana. Księżniczka i chłopak pomknęli w stronę wyjścia, a za nimi bandyci. niestety koło nich stała owa dwójka uroczych dzieci, którzy zaimponowali Ha Nie. W ich oczach pojawił się strach i łzy, gdy mężczyzna podniósł miecz by zakończyć ich życie... 
Po sekundzie ich ciała padły na ziemię. Ha Na widziała całą scenę zabicia ich i była w szoku, bo przecież oni przed chwilą żyli, a teraz skończyli martwi... Nie mogła tego zrozumieć.
Yi Han widząc wstrząśniętą dziewczynę pociągnął ją za sobą i kazał jej biec, jeśli chce przeżyć. Wybiegli spod namiotu i skierowali się do lasu, ponieważ tam, mogli by łatwiej zgubić morderców, którzy już byli kilkanaście metrów na nimi. Ha Na biegła w ciemności przez las za Yi Hanem, ponieważ przedstawienie trwało dość długo, a noc robiła się jeszcze wcześniej warunki do biegu nie sprzyjały im. W końcu dziewczyna potknęła się o konar drzewa i wywróciła na ziemię. Yi Han zatrzymał się i widząc, że bandyci już prawie ich dogonili złapał Ha Nę za rękę i wraz z nią pobiegł dalej. Mieli ograniczoną widoczność, więc próbowali się ukryć między drzewami, ale nie było to skuteczne. Skierowali się ku wschodniej części lasu myśląc, że tam może łatwiej się ukryją niestety już po kilkunastu minutach zmienili zdanie, ponieważ kiedy wybiegli z lasu przed ich oczami pojawiło się wielkie urwisko, gdzie na dnie była rzeka przypominająca morze. Fale waliły o urwisko tworząc grozę sytuacji. Było za późno już na odwrót, ponieważ z lasu wyłonili się już bandyci, którzy tylko czekali by ich zabić. Mężczyźni robili coraz większe kroki ku tej dwójce, natomiast oni cofali się w tył. Niestety po chwili Ha Na i Yi Han stali już tuż nad przepaścią. Dziewczyna chcąc zobaczyć jak jest wysoko odwróciła się, a ponieważ stała na skraju urwiska ziemia osunęła się, a ona spadła. 
Yi Han był przerażony zaistniałą sytuacją, ponieważ byli w mało dogodnym miejscu, a poza tym nie mieli broni by walczyć. Kiedy zorientował się, że pod dziewczyną obsunęła się ziemia zaczął szukać ją wzrokiem i ujrzał ją pół metra w dół od miejsca gdzie stał. Trzymała się na konarze drzewa. Chłopak wiedział, ze długo tak nie wytrzyma, więc położył się na ziemi i chciał ją wyciągnąć, lecz nie pozwolili mu na to bandyci zbliżając się coraz bliżej. W końcu byli tuż nad nim. Wyciągnęli miecz nad jego głową i już chcieli go zabić, ale chłopak spojrzał na dziewczynę i spytał się. 
- Ufasz mi? 
- Tak...
Po tych słowach chłopak zeskoczył w dół urwiska trzymając rękę dziewczyny unikając przy tym ciosu mieczem. Urwisko miało około 10 metrów, więc chłopak przytulił dziewczynę do siebie. Ha Na była pełna strachu, ale przytulenie się do Yi Hana dodało jej trochę odwagi. Spadali chwilę razem i po chwili zniknęli w głębinach rzeki.....


Koniec Rozdział V


niedziela, 6 marca 2016

Nieznana Cesarzowa Ha Na Rozdział IV

Podczas czytania włączcie sobie tą piosenkę- jest w klimacie tego o czym tu napisąłam. Mam nadzieję, że umili wam czytanie, a w komentarzach podzielicie się ze mną swoją opinią na temat tego rozdziału ;) 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ha na kiedy dowiedziała się, że będzie mieć osobistego strażnika nie mogła wydobyć z siebie słowa, ponieważ była tak oszołomiona.
 – A i jeszcze jedno jutro przyjeżdża twoje młodsze rodzeństwo z Goreyo, więc urządzamy bankiet, więc jako księżniczka mam nadzieje, że zatańczysz dla wszystkich- mówi cesarzowa o długich czarnych włosach. 
Zamienili jeszcze kilka słów i dziewczyna mogła odejść. Wraz z nią od stołu odszedł Sung San, gdyż jako jej ochroniarz musiał być cały czas przy niej. Szli powoli przez drewniane korytarze aż dziewczyna dotarła do swojej komnaty i weszła do środka. Sang Sun na pożegnalnie ukłonił się Ha Nie, a ona w odpowiedzi zamknęła mu drzwi przed nosem co wstrząsnęło chłopakiem. 
– Ma charakterek… ale zawsze mogło być gorzej…- myśli chłopak. 
Nadeszło popołudnie Ha Na zaczęła się nudzić w pokoju, więc pomyślała, że przećwiczy układ taneczny na bankiet. Wychodząc z komnaty pierwszą osobą którą zobaczyła był Sang Sun stojący naprzeciwko jej pokoju. Ha Na odchrząknęła ironicznie i poszła w stronę tarasu we wschodniej części pałacu. Krok w krok za nią szedł chłopak co było dość wkurzające i nieznośne dla dziewczyny. W końcu odwróciła się gwałtownie i przed sobą zobaczyła generała kilka centymetrów od siebie. Obydwu powiększyły się oczy i w tej samej sekundzie odskoczyli od siebie.
Ha Na była trochę zakłopotana, ale przeszła do tego co chciała powiedzieć. 
– Skoro już jesteśmy na siebie skazani to mam jeden warunek, a jest nim to żebyś trzymał się 
ode mnie z daleka na jakieś 6 metrów- mówi stanowczo księżniczka.
– Jak sobie życzysz..- odpowiada wycofując się określoną ilością metrów w tył Sung San. Dziewczyna zaczesała ręką włosy za ucho i poszła dalej. Po kilku minutach doszła do wielkiego placu okrążonego z każdej strony pięknymi, czerwonymi różami. Weszła na sam środek i wyjęła wachlarz. Kiedy zaczęła tańczyć na jej twarzy pojawił się uśmiech, a zachodzące promienie słoneczne w czerwieni jej szat wyglądały nieziemsko pięknie. Nawet zauroczył ten widok Sung Sana. – A jednak ma też taką stronę..- myśli uśmiechnięty.
Ha Na unosiła ręce z wielką gracją. Po jakimś czasie się zmęczyła, więc na jej twarzy pojawiły się kropelki potu, ale mimo tego dalej tańczyła. Miała dużo do przemyślenia a taniec sprawiał, że mogła trzeźwo patrzyć na różne sytuację. Myślała o wszystkim co się ostatnio stało w jej życiu. O tym czy Yi Han zadbał o ranę, jak długo rodzice będą coś przed nią ukrywać, co znaczył tamten tajemniczy list, który niósł minister Seo i czemu ostatnio pałacu pilnuje tyle strażników. Przychodziło jej do głowy wiele pomysłów, ale żaden nie wiązał ze sobą większości rzeczy…. Mijały godziny, a Sung San zaczął się martwić o księżniczkę, ponieważ cały czas tańczyła bez przerwy od kilku godzin. Krople potu na jej twarzy mnożył się, przez co mogło się wydawać, że jej twarz się błyszczy. 
W końcu Ha Na nie wytrzymała już i zemdlała. Wcześniej zauważył, że coś jest z nią nie tak jej strażnik, więc kiedy upadała on ją złapał. Chłopak wziął dziewczynę na ręce i zaniósł w stronę jej pokoju. Kiedy dotarli do komnaty chłopak poprosił służbę, by otworzyli mu drzwi… Położył Ha Nę na łóżku i kiedy jego twarz była niecałe pół metra od niej nagle jego serce zabiło mocniej. Zbliżył swoją twarz bliżej niej ponieważ był zahipnotyzowany jej wyglądem, ale szybko się otrząsnął i wyszedł. Kiedy zamknął drzwi „chwycił się za serce” i mógł poczuć jak szybko bije…. 
Następnego dnia Ha Na wstała wcześniej niż zazwyczaj, ponieważ obudził ją natarczywy śpiew słowika na jej oknie. Ubrała szybko swoje szaty i wyszła z komnaty. Ku jej zdziwieniu jej służek nie było w pobliżu, tak jak jej strażnika. Wydało się to jej dziwne, ale w końcu sobie przypomniała, że dzisiaj przyjeżdża jej młodsze rodzeństwo i jest wyprawiany bankiet z ministrami i radą cesarską, więc pewnie wszyscy są na głównym tarasie i wszystko szykują. Poszła pędem w tamtą stronę i zza rogu zobaczyła służące biegające z kwiatami i innymi dekoracjami oraz Sung Sana, który
rozmieszczał straż. Z tego co wiedziała to bankiet miał być dopiero wieczorem, a skoro wszyscy są zajęci i nie wiedzą, że już wstała może wymknąć się z pałacu na jakiś czas. Od razu po tym pomyśle pobiegła się przebrać w łachmany, które wcześniej miała na sobie  i wyśliznęła się przez bramę, ponieważ większości strażników nie było. Podążyła główną drogą przez miasto rozglądając się przy okazji za Yi Hanem o którego się martwiła, ale niestety nigdzie go nie wiedziała. 
W najtłoczniejszych ulicach stolicy było dziwnie mało osób…
 - Przeprasza, ale gdzie się wszyscy podziali?- pyta dziewczyna jednego z przechodniów.
 – Cyrk przyjechał do miasta i prowadzi konkurs na rynku, więc wszyscy się tam zebrali- odpowiada odchodząc nieznajomy. 
Ha Na zdziwiona odpowiedzią przechodnia postanowiła pójść zobaczyć co się dzieje na rynku. Minęło kilka minut, a ona stała już w pierwszym rzędzie. Dyrektor cyrku zorganizował konkurs w którym udział może wziąć każdy, a zadaniem jest trafić w sam środek tarczy z łuku trzy razy z rzędu. Jeśli się trafi dostanie się darmowa wejściówkę na spektakl cyrkowy. Ha Na oglądała jak dużo osób próbowało strzelać do łuku, lecz im to nie wychodziło, mimo tego wydawało jej się to dobrą zabawą. – Kto jeszcze chce spróbować swoich sił w strzelaniu z łuku?- pyta dyrektor. 
 – Ja bym chciała spróbować!- mówi donośnie dziewczyna. 
Po kilku sekundach stała już na miejscu, gdzie się strzelało i mierzyła strzałą do tarczy. Odległość między nią, a tarczą wynosiła 20 metrów. Dyrektor przypuszczał, że Ha Na nie trafi, więc już szukał następnego ochotnika, ale ku jego zdziwieniu pierwsza strzała Ha Ny trafiła w sam środek. 
– Nieźle panienko- stwierdza dyrektor.
Dziewczyna odpowiedziała tylko uśmiechem i już mierzyła drugą strzałą w stronę tarczy. W tym czasie pewien chłopak zaczął się zbliżać w jej kierunku, ale zatrzymał się w pierwszym rzędzie, gdzie stali widzowie. Ha Na podczas strzelania emanowała delikatnością i gracją, które hipnotyzowały widzów. Wyglądała cudownie wpatrując się w tarczę z napiętą cięciwą łuku. 
Kolejna strzała przecięła powietrze niczym błyskawica i trafiła kilka minimetrów od pierwszej. Również trafiła w 10, więc teraz został jej ostatni strzał i jeśli trafi dostanie darmową wejściówkę. 
Ha Na wstrzymała oddech i napięła cięciwę łuku. Kolejna strzała wyleciała z jej rąk i trafiła centralnie przecinając w połowie wcześniejszą strzałę. Dyrektor zaniemówił, jedynie podał jej wejściówkę. Jednak szybko się otrząsną i postanowił zmienić konkurencje, skoro już jedna osoba wygrała w strzelaniu.
 – Teraz żeby było zabawniej zmieniamy konkurencję…- mówi. 
 – Zamiast strzelać z łuku musicie trafić tym srebrnym nożem prosto w środek tarczy!- dodaje. Pierwszym ochotnikiem był chłopak, który bacznie obserwował jak Ha Na strzelała. Kiedy podniósł rękę dziewczyna była ciekawa czy trafi, więc zwróciła twarz ku niemu i zobaczyła, że jest to Yi Han. Chłopak stanął na miejscu, gdzie wcześniej ona stała i przygotowywał się do rzutu nożem. 
 – Będziesz rzucał z lewej ręki? Będzie to trudniejsze…- mówi zdziwiony dyrektor. 
 – W prawą jestem ranny…- stwierdza. 
Bez dłuższych rozmów Yi Han rzucił nożem, który trafił w sam środek. Wkurzyło to dyrektora, ponieważ w tym tempie zbankrutuję, więc postanowił już zakończyć konkursy. Kiedy Yi Han odebrał nagrodę poszedł się przywitać z Ha Ną. 
– Ha Jin znowu się widzimy – mówi uśmiechnięty. – Z twoim ramieniem już lepiej?- pyta. 
– Da się przeżyć,.. widzę, że nie tylko potrafisz świetnie jeździć konno, ale i też umiesz strzelać- stwierdza Y han. 
-A propo pójdziemy razem na ten spektakl? Skoro ja i ty wygraliśmy bilety…- mówi zakłopotany chłopak.
Ha Na zgodziła się i umówiła z nim na godzinę 18.00 na rynku głównym. Dziewczyna przypomniała sobie, że dzisiaj jest bankiet, więc przeprosiła chłopaka i pobiegła w stronę domu z wielkim uśmiechem na twarzy. 

Koniec Rozdziału IV 

Nie przegapcie kolejnego rozdział, bo w następnym akcja nabierze tępa, a główni bohaterowie staną w obliczu niebezpieczeństwa, kłamstw i tajemnic. 

Emergency Couple



Streszczenie:


Jin Hee i Chang Min są byłym małżeństwem. Los sprawił, że po latach spotykają się znowu w szpitalu, gdzie mają odbywać razem praktyki lekarskie. Obydwoje są z natury bardzo głośni i asertywni. Zostali wybrani do odbywaniu praktyk na oddziale ratunkowym, gdzie codziennie walczy się o życia pacjentów. Poznają również tam innych praktykantów min. córkę ministra, która ukrywa to kim jest oraz szefa, który z czasem zacznie coś czuć do Jin Hee.Co niezbyt będzie się podobać Chang Minowi. Kiedy byłe małżeństwo będzie ze sobą pracować wiele ich cech zostanie ujawnionych o których nie wiedziało drugie z nich. Co doprowadzi do ich zbliżenia i większego zrozumienia.

Ale czy tyle wystarczy by byli znowu razem? Co takiego stało się w przeszłości? Kto zostanie chłopakiem Jin Hee?



Kadry z dramy:















Moja opinia:


Myślę, że drama jest naprawde przyjemna. Na początku nie chciałam jej oglądnąć, bo zraziły mnie te kłótnie w pierwszym odcinku, ale potem tak fabuła mnie wciągnęła, że oglądnęłam za jednym zamachem. Prawie do końca produkcji byłam za tym by szef był z Jin Hee, ale zaczął mnie tak wkurzać, ze nic nie robi w związku z nią, więc przestawiłam się na Chang Mina :D Szefuncia już widziałam w dramię "Pinocchio" i moge powiedzieć, że zagrał obydwie te role prawie identycznie. Co do głównych postaci czyli Chang Mina i Jin Hee. To za dwójka tworzyła świetną parę. Kiedy Chang Min zauważył, że szef może odebrać mu ukochaną to stał się chorobliwie zazdrosny co z mojej strony wydawało się bardzo uroczę. Ale najbardziej z jego akcji zazdrości rozwaliła mnie  kradzież kurtki którą szef dostał od Jin Hee. To było genialne! Ogólnie postać Chang Mina była bardzo przyjazna i fajnie odegrana przez aktora. A jeśli chodzi o Jin Hee to aktorka była stworzona do zagrania tej roli, no może jeszcze byłaby w stanie zagrać tą rolę Han Groo, ale mniejsza z tym. Jej charakterek po przemianie był naprawde rozbrajający. Co do muzyki i scenografi to obydwie rzeczy były w porządku, lecz zbytnio nic ze ścieżek dźwiękowych nie utknęło mi w pamięci.... no niestety....  W dramie bardzo spodobał mi się też wątek romantyczny pomiędzy tą dwójką:


Podsumowując drama jest według mnie dobra, ale nie nalepsza, więc nie mogę dać zbyt wysokiej oceny.

Ocena: 8/10
Gatunek: medycyna, romans, komedia


Muzyka z dramy:

"Love Again"


"The Way We Loved"


"The Scent of Flower"


" I am"


Zdjęcia z planu:








Trailer:



W rolach głównych:



Choi Jin Hyuk jako Oh Chang Min


Song Ji Hyo jako Oh Jin Hee


Lee Pil Mo jako Gook Chun Soo

 

Choi Yeo Jin jako Shim Ji Hye


Clara jako Han Ah Reum

sobota, 5 marca 2016

Nieznana Cesarzowa Ha Na Rozdział III



Kiedy Ha Na zobaczyła krew była oszołomiona. Nie wiedziała co robić. Jej reakcje na to niestety wyprzedził upadek chłopaka z konia na ziemię pokrytą płatkami wiśni. Na twarzy nieznajomego pojawił się przeszywający ból. Dziewczyna dopiero teraz mogła się mu lepiej przyjrzeć.
Chłopak miał średniej długości, czarne włosy z grzywką na bok. Ubrany był w tak zwany strój rozbójnika w kolorze fioletowym- ubranie z poszarpanymi lekko końcami. Dziewczyna zszokowana całą sytuacją zeskoczyła z konia, podeszła i uklęknęła koło chłopaka, by w jakiś sposób mu pomóc, co było niestety nieskuteczne. Nieznajomy stracił przytomność i jego głowa upadła w prostej linii na jej ramię. Księżniczka wpadła w panikę, ale po chwili przypomniała sobie, że kiedy była w Goreyo podczas jednej z uroczystości jedna osoba została ranna przez strzałę z łuku. Jej wspomnienia z tamtego dnia były dość zamazane, ale za to dobrze zapamiętała co w takich sytuacjach powinno się robić, ponieważ bacznie obserwowała wtedy medyka.
 – Dobra, no to najpierw trzeba złamać strzałę przy jego ciele, a potem przelać ją środkiem dezynfekującym i ją wyjąć….- myśli dziewczyna.
Księżniczka zrobiła to co wcześniej wspomniała w myślach, ale zatrzymała się przy odkażeniu rany, bo przecież nie miała przy sobie takiego środka…. Ha Na zmartwiona zaczęła się rozglądać po bliskiej trawie szukając rośliny, która posiada w łodydze środek odkażający. Po chwili natarczywego szukania znalazła. Była to roślina z grubą łodygą i listkami w kolorze seledynowym. Urwała kilka łodyg i rozdrobniła dzięki pobliskiemu kamieniowi. W tym momencie dziewczyna była bardzo zakłopotana, ponieważ musiała ściągnąć górną część ubrania chłopaka, by nałożyć tą zieloną papkę z roślin wokół utkwionej strzały. W końcu postanowiła się wziąć w garść i pomóc nieznajomemu, który był przedtem dla niej bardzo miły. Zdjęła górną część ubrania chłopaka i położyła go na brzuchu, by mieć lepszy dostęp do rany. Nałożyła na palce trochę wcześniej zgniecionej rośliny i rozłożyła delikatnie wokół utkwionej strzały. Teraz przypomniał jej się następny krok, który zrobił medyk swego czasu w Goreyo, a było to wyjęcie strzały. 
 – Wiem, że będzie boleć, ale muszę to zrobić…. wybacz…- mówi do nieprzytomnego chłopaka wyciągając w tej samej chwili strzałę.
Na szczęście nie utknęła zbyt głęboko, więc było to łatwe do zrobienia. Ha Na nie miała czym zabandażować jego rany, więc urwała trochę materiału ze swojej sukienki i zawinęła nim ranę chłopaka. Nie wiedziała teraz co zrobić, ponieważ nie mogła jechać do stolicy i jego zostawić samego, a z drugiej strony on był zbyt ciężki, by umieścić go samemu na koniu, by razem wrócić. 
I tu właśnie Ha Na miała dylemat….. W końcu zdecydowała się jechać samej do stolicy i sprowadzić jakąś pomoc. Kiedy chciała odejść od chłopaka nagle nieznajomy otworzył oczy i chwycił ją za rękę prosząc wzrokiem by została z nim. Ha Na jednak nie usłuchała tej prośby ponieważ w tym tępię wróciłaby do domu kiedy chłopak by całkiem wyzdrowiał. Co na pewno nie spodobałoby się jej rodzicom. Wsiadła na konia i już miała jechać, gdy zdarzył się drugi niebezpieczny wypadek…. Spadła z konia, ponieważ zwierzę przestraszył wąż pełzający niedaleko nich. Ha Na od uderzenia w ziemię zemdlała…. Minęła noc, a nasza dwójka dalej spała na łące ustrojonej w kwiaty wiśni. 
W końcu po kilku minutach obudził się chłopak. Zdziwienie pojawiło się na jego twarzy, ponieważ koło niego leżała dziewczyna z którą wcześniej jechał konno, a oprócz tego nie wiedział czemu on sam leży na ziemi…. Zaczął się rozglądać za koniem, ale rana wciąż go bolała. Mimo tego dzięki lekarstwu dziewczyny było z nim trochę lepiej. Kiedy nieznajomy spojrzał na dziewczynę ujrzał piękne rysy twarzy, usta koloru róż i cerę niczym białą lilie. Aż zauroczył się jej wyglądem. Zauważył, że dziewczyna zaczęła mrużyć oczami z powodu słońca, więc chłopak uniósł swoją rękę pół metra od jej twarzy zakrywając słońce. Od jego ręki utworzyło się pięć pasków cienia, które blokowały promienie słoneczne. 
Ha Na jednak obudziła się i była również zdezorientowana, bo przecież wczoraj wsiadła na konia i….. no właśnie i teraz sobie przypomniała co się stało. 
– Oh wstałeś, lepiej się czujesz?- pyta dziewczyna. 
Chłopak jedynie odpowiada uśmiechem i po kilku chwilach zakłopotania pyta się dziewczynę o imię. – Jestem Ha…. Ha Jin!- odpowiada dziewczyna. 
Ha Na dobrze wiedziała, że jeśli powie jej prawdziwe imię to chłopak skojarzy ją jako córkę cesarza szczególnie, że jej wygląd był identyczny do tego jak ją opisywali księżniczkę w mieście. 
Ha Na chciała chodź raz zaprzyjaźnić się z kimś jako normalna dziewczyna, a nie jako księżniczka...
 - Ja nazywam się Yi Han- mówi patrząc z uśmiechem na dziewczynę. 
 – Widzę, że opatrzyłaś moje rany, dziękuję- dopowiada. 
Po zamienieniu kilku zdań postanowili wracać, ale niestety Yi Han nie mógł jeszcze chodzić, ale dopatrzył się ich konia na drugim końcu łąki. Zadanie złapania go zostało dane księżniczce Ha Nie. To było najgorsze co było można jej dać do zrobienia, ponieważ mimo tego iż dobrze jeździ nie umie łapać, ani przywoływać konia. Oczywiście nie chciała tego powiedzieć chłopakowi, więc ruszyła w stronę zwierzęcia ze zdeterminowanym wzrokiem…. Była już kilka metrów od niego, więc podeszła bliżej zwierzęcia, ale się wystraszył i pobiegł w stronę chłopaka, ponieważ po wczorajszym spotkaniu z wężem był dość rozdrażniony. Ha Na pobiegła za nim, ale potknęła się o swój hanbok i wywaliła się padając twarzą na ziemię. Kiedy się podniosła w jej oczch pojawiły się iskierki złości teraz za wszelką cenę chciała złapać tego konia. Całej sytuacji przypatrywał się Yi Han pękając ze śmiechu, ponieważ Ha Na biegająca tam i z powrotem za koniem, potykając się przy tym to jednak coś przezabawnego. W końcu opanował swój śmiech i zawołał Ha Nę do siebie. 
– Ile jeszcze czasu masz zamiar biegać za tym koniem?- pyta chłopak przez śmiech. 
 -… Aż go złapię….. – szepcze urażona dziewczyna. 
 Już miała odchodzić, gdy Yi Han chwycił ja za rękę i poprosił by na chwile usiadł i odpoczęła. 
Ha Na była tak zziajana, że ta propozycja wydawał jej się rozsądna, więc przystała na nią. 
Usiadła obok chłopaka na trawie i czekała aż zejdą jej czerwone rumieńce z twarzy. Chłopak w tym czasie urwał listek pewnej rośliny, przybliżył do ust i zaczął dmuchać. Po kilku sekundach ku zdziwieniu dziewczyny koń stał koło nich. 
 – Jak ty to zrobiłeś?!- pyta z zdziwiona Ha Na. 
 – Tą roślinę wprost uwielbiają konie, ponieważ wydaje ultra dźwięki podczas dmuchania w nią, które mówią koniom, by biegły w ich stronę.- twierdzi chłopaka. 
 – To czemu mi wcześniej o tym nie powiedziałeś?!- pyta rozzłoszczona dziewczyna. 
 – A pytałaś się? Kiedy powiedziałem ci byś złapała konia pobiegłaś niczym wiatr nie pytając się o nic….- odpowiada rozbawiony chłopak.
Po kilku chwilach dziewczyna udobruchała się już i pomogła wsiąść Yi Hanowi na konia. 
Ona siadła tym razem z przodku, a on z tył. Popędzili razem przez wcześniej mijane drogi. 
Yi han żeby nie spaść trzymał się kurczowo dziewczyny, ponieważ podczas jazdy w jego myślach pojawiło się „ Ta dziewczyna jest szalona, gdy da się jej konia…” Po kilkunastu minutach dotarli do gospody, gdzie wcześniej zabrali konia. Kiedy zeszli ze zwierzęcia, a księżniczka powiedziała, że już musi iść do domu, ale również wspomniała na pożegnanie by chłopak zajął się lepiej raną.
Kiedy Ha Na odbiegała już kilka metrów za nią odezwał się głos chłopaka.
 - Zobaczymy się jeszcze kiedyś?!- pyta ciekawy Yi Han. 
 – Może… - odpowiedziała zabawnym tonem dziewczyna po czym pobiegła dalej. 
 Biegła przez ulice stolicy myśląc o tym, ze najprawdopodobniej teraz będzie miała niezłą karę za zniknięcie na całe dwa dni. Prześliznęła się jakoś bramami głównymi do pałacu, a potem do swojej komnaty. Szybko się przebrała z łachmanów. Po krótkiej chwili do jej komnaty zapukała służąca Dam mówiąc, że jej rodzice proszą ją do siebie na rozmowę. Ha Na wiedziała już co ją czeka….. Myślała, że będzie to zakaz wychodzenia z pałacu przez jakiś czas, ale kara jaką miała dostać przerosła jej oczekiwania…. Ha Na ubrana już w królewskie szaty weszła do komnaty rodziców. 
Ku jej zdziwieniu był tam też generał Sung San… 
 - Ha Na co ty sobie myślisz uciekając służącym i znikaniu na dwa dni!- mówi jej ojciec głośno.
 – Kochanie, nie posłuchałaś nas, by iść ze służącymi i zniknęłaś, więc postanowiliśmy przydzielić ci osobistego strażnika, który będzie z tobą 24/7- dopowiada jej matka pijąc herbatę.
 – Pozwól mi przedstawić ci generała Sung Sana, który od dzisiaj będzie twoim osobistym strażnikiem- mówi z powagą cesarz.
- Do twoich usług, pani..- mówi okazując szacunek księżniczce Sung San. 


Koniec Rozdziału III

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kiedy chcecie następny rozdział? 

czwartek, 3 marca 2016

Nieznana Cesarzowa Ha Na Rozdział II



Cześć~! Jest to już drugi rozdział Nieznanej Cesarzowej ha Ny. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Jeśli jak na raie wam się nie podoba nie zrażajcie się, potem obiecuje będzie ciekawsze. Ale jeśli chcecie mnie zachęcić do dodawania codziennie po jednym rozdziale piszcie komentarze pod tym postem lub pod linkiem do tego rozdziału, który zamieszczę na fanpage ;) 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Ha na po zobaczeniu strażników zdecydowała się wycofać ze swojego planu pójścia do lasu.
Czym prędzej wróciła do komnaty i przez resztę nocy myślała co może się kryć za tym wszystkim. Dopiero niedługo przed świtem zasnęła. Na rodzinnym śniadaniu oznajmiła rodzicom, że chce pójść rozglądnąć się po stolicy, ponieważ jest naprawdę ciekawa co się ostatnio tutaj zmieniło. 
Jej rodzice nie byli zbytnio tym podekscytowani, ale jednak zgodzili się, gdy ich ukochana córka zrobiła maślane oczka. Postawili tylko jeden warunek, a było to pójście ze służkami wyszkolonymi w sztukach walki. To oczywiście pokrzyżowało plany dziewczynie, ponieważ chciała sama się rozejrzeć i może dzięki temu dowiedziałaby się co się takiego dzieje ostatnimi czasy w pałacu.
Po śniadaniu ukłoniła się rodzicom i poszła do komnaty, by się przebrać w bardziej wygodne szaty. Kiedy wyszła przez bramy cesarskie miała na sobie jedwabną żółtą spódnice i wiśniową górną część hanboka. Włosy miała natomiast związane w piękny, długi warkocz. Kiedy spacerowała ulicami stolicy nie mogła zbytnio być wolna, ponieważ krok w krok szły za nią służące. Było to dla niej nie do zniesienia, ponieważ zawsze chciała żyć i czuć się jak zwyczajna osoba, a nie księżniczka. Nienawidziła tego. Można powiedzieć, że była wolnym strzelcem… W końcu przy najbliższej okazji, gdy kupcy zagadali kilka jej służek ona po cichu uciekła zostawiając wcześniej napisaną karteczkę. Po chwili jedna z  ważniejszych służek zorientowała się, że księżniczka zniknęła, więc wezwała jedyną dziewczynę, która potrafiła czytać spośród nich. 
 - Gadaj co tutaj piszę!- mówi zdenerwowana służka w średnim wieku.
 – Hm…. Piszę, że wróci przez zachodem słońca i żebyśmy się nie martwiły…..- odpowiada służka o imieniu Dam. 
 – W tej chwili rozdzielamy się w grupy i szukamy księżniczki! Cesarz nas zabije jeśli jej zaraz nie znajdziemy!!!- krzyczy osoba, która znalazła karteczkę.
Niestety nie miały na co liczyć, że ją znajdą, ponieważ Ha Na była już kilka ulic przed nimi. Nagle zatrzymała się i wpadła na genialny pomysł. 
 – Za bardzo się rzucam w oczy w tym jedwabie…… muszę się przebrać- myśli dziewczyna. Niedaleko jej był mały targ na którym sprzedawali hanboki dla trzeciej klasy społecznej. Niestety nie miała przy sobie pieniędzy, więc zaoferowała kupcowi wymianę jej jedwabnego hanboku na jeden dla niższej grupy społecznej. Ubiła targu i dzięki temu przebrała się w zwykły, damski hanbok jaki nosi więcej ludzi w całym Joseon. Był on w tych samych kolorach co jej poprzedni, lecz bardziej wyblakłych. Dziewczyna ucieszona, że jej plan się udał postanowiła rozejrzeć się po reszcie targu. Nagle nie wiedzieć z skąd wpadł na nią chłopak w wąskiej uliczce. Było można zauważyć, że przed czymś uciekał. Wpadł na nią tak, ze obydwoje przewrócili się na ziemię. Kiedy do dziewczyny doszło to co się stało chciała zacząć krzyczeć, ale nie pozwolił jej na to nieznajomy, gdyż zakrył jej usta i prosił by była cicho. Ha Na w końcu się wkurzyła, a znając jej wybuchowy charakter uderzyła chłopaka nogą i zaczęła wołać o pomoc. Co było koszmarnym pomysłem, ponieważ chłopaka goniła straż, a przez to, że była koło niego, a on się prawie tulił do niej, straż kazała ich obydwoje aresztować.
 – Brać ich!- krzyczy dowódca strażników.
 – Oj jest źle! Przecież prosiłem byś nic nie mówiła!- mówi zdenerwowany chłopak łapiąc dziewczynę za rękę. 
 Jeszcze w tym samym momencie zaczęli biec, oczywiście Ha Na była oszołomiona całą sytuacją. Strażnicy nawet bez namysłu rozdzielili się by ich złapać. Ten tajemniczy chłopak już wiedział, że na pewno ich będą chcieli okrążyć, więc przy pierwszej wolnej gospodzie zatrzymał się i puścił rękę dziewczyny.
 – Poczekaj chwilkę- mówi spokojnie chłopak. 
Po powiedzeniu tego zniknął za rogiem gospody. Ha Na nawet nie wiedziała czemu na niego czeka, wiedziała tylko tyle, że jej serce każe jej zostać. Za kilka sekund chłopak wrócił w pośpiechu prowadząc brązowego konia. Wsiadł na niego i podał rękę dziewczynie, ale ona nie była zbyt chętna by z nim gdziekolwiek jechać…. Jednak po chwili wszystkie ulice zablokowała straż, która już powoli dotarła do miejsca gdzie stali. Niebieskie mundury było można już dostrzec niedaleko nich. 
- Tutaj są, brać ich! – krzyczy nadbiegający dowódca z innymi strażnikami. 
– Proszę zaufaj mi, tylko podaj mi rękę, albo tutaj zginiemy- mówi wystawiając ponownie dłoń ku dziewczynie. 
 Ha Na nie przejmowała się tym, że by ją zaatakowali, ponieważ wiedzą jak wygląda księżniczka, więc by jej nie skrzywdzili. Teraz uświadomiła sobie gorszy problem, że jeśli ją złapią to jej ojciec dowie się o wszystkich jej wyczynach dzisiaj, więc zdecydowała się zaufać tajemniczemu chłopakowi. Szybko podała mu dłoń, a on jednym ruchem przerzucił ją na tył konia. Machnął tak lejcami, że aż koń stanął na tylnych kończynach co skutkiem tego było to, że Ha Na objęła nieznajomego z całej siły. Kiedy to się stało na twarzy chłopaka pojawił się przelotny uśmiech. Ruszyli pędem przez ulice, gdzie stała straż, ponieważ to była jedyna droga wyjścia. Było to dość niebezpieczne, ale chłopak był naprawdę odważny co nawet zdziwiło księżniczkę. Koń przeskoczył nad głowami strażników. Oczywiście dowódca nie chciał być pokonany, więc zaczął strzelać z łuku w ich stronę. Wiele strzał ich ominęło, lecz ostatnia utkwiła chłopakowi po prawej stronie pleców. Mimo ogromnego bólu jakiego czuł, jechał dalej konno. Udało im się uciec, jechali tak szybko, że w mgnieniu oka byli już poza stolica…. Mijały sekundy, minuty…. Koń zaczął zwalniać. Teraz jechali niedaleko wzgórz wiśniowych, gdzie zawsze na wiosnę było pełno kwiatów. Oni galopowali, a wiatr wiał lekko orzeźwiając ich twarze. Ha Na zakochała się w tamtejszym widoku deszczu kwiatów wiśni. Było to coś pięknego. Nagle z cudownego snu o deszczu z kwiatów obudziły ją krople krwi na jej ręce…