czwartek, 10 sierpnia 2023

Now or Never [Rozdział XVII]

 



Po trzydziestu minutach jazdy przez główne ulice miasta zatrzymaliśmy się niedaleko centrum. Rozejrzałam się wokoło widząc dookoła tłumy ludzi oraz kolejki do pobliskich klubów. Panował huk i szum od rozmów, który mnie aż ogłuszał.

Ethan wyszedł z auta zatrzaskując drzwiczki. Założył swoją czarną, skórzaną kurtkę, po czym rzucił na mnie okiem.

– Idziesz czy wolisz popilnować auta? – zapytał bezbarwnie.

– Idę! – wydusiłam zostawiając na tylnym siedzeniu plecak zabierając jedynie trochę pieniędzy i telefon do kieszeni spodni.

Nie musiałam długo czekać by dowiedzieć się co takiego tutaj robimy. Tak jak sądziłam stanęliśmy w jednej z kolejek do klubu. Zapadał już wieczór, a światła powoli rozbłyskały na ulicach oświetlając lekko pijane twarze niektórych przechodniów. Rozumiałam, że były wakacje, lecz nie wiedziałam, jak można się doprowadzić do takiego stanu już o tak wczesnej godzinie. Westchnęłam współczując im kaca w następny dzień.

Now or Never [Rozdział XVI]

 


Nie wiedziałam, dokąd mam pójść, lecz jak najszybciej chciałam opuścić to miejsce. Pierwsza myśl, jaka przeszła mi przez głowę to było zatrzymanie się u Bell, lecz sama świadomość, że jest tam Jordan, z którym też się pokłóciłam pogłębiała moją niechęć do tego pomysłu.

Od myślenia, gdzie się zatrzymać i co dalej zrobić nogi przywiodły mnie do McWella. Widząc znany mi już niebiesko biały slogan weszłam do środka siadając na pufach obok okien. Oparłam się wzdychając.

Zauważył mnie właściciel, który już zza lady odezwał się do mnie.

– To co zawsze? – zapytał i tak znając już odpowiedź.

– Dzisiaj jedna truskawka, wanilia i czekolada – poprosiłam, na co dojrzałam pierwszy raz wytrzeszcz u Willa.

– Kayla, dobrze się czujesz?

– Wszystko jest w najlepszym porządku.

– Ta jasne... – odparł zmieszany. – Kto cię rzucił?

Now or Never [Rozdział XV]

 



Naburmuszona tupiąc głośniej nogami skierowałam się na przystanek autobusowy. Jenn wyszła wcześniej niż ja, więc mogłam być sama. Było to jednak trochę dziwne. Pierwszy raz Jordan mnie nie odprowadził. W głębi serca czułam smutek, lecz bardziej buchała ode mnie złość na niego. Doskonale wiedziałam, że coś zaiskrzyło między nami, lecz skąd miałam znać swoje uczucia. Nie wiedziałam co mi nagle do głowy wpadło. Zresztą mogło być to przez kaca i jeszcze jakieś promile alkoholu we krwi.

– Kayla od teraz jesteś na odwyku... – pomyślałam podirytowana.

Wróciłam do domu po południu i już przy otwieraniu drzwi wyczuwałam kłopoty — Ktoś robił curry. Jedyną osobą w domu, która robiła zazwyczaj to danie to mama, więc na samą myśl, że jest w domu przewróciłam oczami.

– Świetnie, jeszcze ona na poprawę humoru – westchnęłam wchodząc do środka. – Wróciłam!

Now or Never [Rozdział XIV]

 



Kiedy zeszłam na śniadanie wciąż czułam jakby bomba wybuchła w mojej głowie. Rumieńce aż paliły mnie od środka. Wzrokiem uporczywie szukałam Jordana. Unikanie go byłoby najlepszym pomysłem, lecz z drugiej strony fakt, że byłam w jego domu zbytnio mi nie pomagał. Nie wiedziałam czy los sobie ze mnie kpi czy po prostu moje życie jest jakimś programem telewizyjnym pod tytułem największy absurd...

Siedziałam przy stole obok Jenn, która co jakiś czas zerkała na mnie. Irytowało mnie to niezmiernie, lecz byłam jej wdzięczna, że nie zaczyna tematu, który aż sunął się na język. Naprzeciwko mnie usiadł Jordan, który wydawał się funkcjonować jak zazwyczaj. Gdyby nie spojrzenia Jenn pomyślałabym, że nic się wcześniej nie stało. Jedyną nieświadomą tego zajścia w łazience była Bell, która w najlepsze rozmawiała sobie z Veronicą o konkursie cukierniczym, w którym miały wziąć udział, jako matka i córka.

– Kiki nalać ci soku? – zapytał Jordan ubrany w białą bluzę trzymając w dłoni dzbanek.

– Poproszę.

Now or Never [Rozdział XIII]

 


Spróbował zawołać kogoś uderzając w drzwi, lecz jeśli wszyscy zeszli na śniadanie, to szanse były nikłe. To właśnie była wada dużych domów. Nie wiadomo, co się dzieje w ich innej części, przez co ludzie się izolują.

Jordan zmęczony już tym przysiadł pod ścianą z jedną podkuloną nogą, na której oparł rękę. Zamknął oczy i zamilkł.

– Idziesz spać? – zapytałam zmieszana.

– Daję ci czas na ogarnięcie się – wyjaśnił wskazując na mnie.

Po chwili dopiero się zorientowałam, że ręcznik znowu zaczął mi się rozluźniać i był na granicy moich piersi. Szybko go podwyższyłam tym razem zawiązując z całej siły by więcej nie spadł. Nie obchodziło mnie, że ubrania były w szamponie chwyciłam je natychmiastowo i udając się pod prysznic poszłam zmyć z nich plamy próbując nie zmoczyć ich w całości.

Włączyłam wodę i w rękach nie chcąc wchodzić pod strumień przeczyściłam je dłońmi, mając nadzieję, że się uda. Pocierając je mocno patrzyłam jak pomarańczowy szampon spłynął wraz z wodą. Uradowana tym widokiem postanowiłam się przebrać w ubrania, które nie spadałyby ze mnie przy najmniejszym kroku jak ten nieszczęsny ręcznik.

– Ani mi się waż otwierać oczu! – powiedziałam głośniej zamykając się w kabinie prysznicowej, która wciąż była lekko zaparowana. Dzięki temu byłam w stanie w ogóle pomyśleć o zmienieniu ubrań. Nie chciałam by ręcznik spadł ukazując tym razem coś poniżej piersi…

– Spokojnie, posłucham cię i się zdrzemnę – zaśmiał się głupkowato.

Przyszykowałam ubrania i zerkając, co jakiś czas na chłopaka ubrałam bieliznę i spodenki. Próbowałam zrobić to jak najszybciej by przypadkiem nie podkusiło go coś i mnie nie podglądał. Sprawdziłam po raz kolejny czy ma zamknięte oczy, po czym od razu pozbyłam się ręcznika zakładając koszulkę. Wzrokiem zaczęłam szukać stanika, który powinien być w ubraniach.

– No zajebiście… – pomyślałam załamana tym, że znowu go zapomniałam wziąć z pokoju.

Pierwszy raz żałowałam, że na nocowaniach u Bell zdejmowałam stanik, który nie dawał mi spać w nocy. Po dzisiejszej przygodzie sądziłam jednak, że chyba musze zmienić swoje nawyki, bo pozostałam z mokrą koszulką założoną na nagie piersi, które niestety nie były na tyle małe by nie było to widoczne.

Podczas zakładania nie dość, że czułam jak na całych plecach miałam mokrą plamę po umyciu ubrań z szamponu to jeszcze uderzyłam łokciem o kurek włączając gorącą wodę. Krzyknęłam czując jak fala już prawie wrzącej wody uderzyła o moje ciało. Odskoczyłam na bok uderzając w szybę.

–Wszystko w porządku?! – zapytał Jordan podbiegając do kabiny prysznicowej.

– Tak… – wydusiłam. – Poparzyłam się wodą…

Zmartwiony szatyn otworzył drzwiczki wchodząc na płytki w kabinie. Spojrzał na mnie łapiąc za słuchawkę.

– Odwróć się plecami. Musisz to przelać letnią wodą.

– Nie musisz, dam sobie radę… – oznajmiłam próbując od niego odebrać urządzenie.

– Kayla nie wkurzaj mnie tylko się odwróć, nie ma czasu na twoje widzi mi się – rzekł poważnym tonem włączając wodę.

Woda delikatnie spłynęła po moich plecach łagodząc oparzenie. Przechodząc z letniego strumienia w zimny poczułam ulgę. Odwróciłam się do Jordana dziękując mu za pomoc.

– Nie ma sprawy Kiki – Nagle poczułam, jak polał wodą na moją twarz.

– Co ty wyprawiasz? – zapytałam przecierając oczy.

– Bawię się – oznajmił z głupim uśmiechem. – Jak zawsze.

W tej samej sekundzie po raz kolejny polał mnie po ramieniu wodą. Miarka się przebrała. Odebrałam mu słuchawkę kierując strumień w jego stronę. Po chwili woda spłynęła po jego klatce mocząc ręcznik.

– Oddawaj! – krzyknął próbując wyrwać mi broń.

– Ani mi się śni – odparłam znowu oblewając go, lecz tym razem po włosach.

Zanim się zorientowałam chwycił mnie za nadgarstek przypierając mnie do ściany. Nachylony nade mną patrzył mi w oczy spod zmoczonych kosmyków włosów, z których co jakiś czas spływała kropla.

Widząc jak blisko jest wstrzymałam oddech dostrzegając piękny piwny kolor z ciemniejszymi elementami. Poczułam jakby ich magia znowu mnie owładnęła. Serce zaczęło mi szybciej bić, a ciało odmówiło posłuszeństwa. Poluźnił swój uścisk, a ja wciąż wpatrzona w jego oczy założyłam mu ręce na szyję. Zbliżyłam swoje usta do jego twarzy. Widziałam w jego wzroku zaskoczenie, lecz zignorowałam to i zamykając oczy pocałowałam go. Wplątałam swoje dłonie w włosy Jordana, które delikatnie ochładzały moje rozpalone ciało. Czułam iskierki w swoim sercu, które jedynie sprawiły, że chciałam pogłębić pocałunek, lecz zanim nawet rozchyliłam wargi Jordan uprzedził mnie. Złapał mnie w pasie lekko opierając o ścianę, a drugą ręką położył obok mojej głowy dotykając mokrych płytek łazienkowych. Jego pocałunki, które aż rozpaliły moje usta powoli zaczęły schodzić po mojej szyi delikatnie łaskocząc z każdym dotknięciem. Zatrzymał się na granicy dekoltu przemoczonej koszulki wciąż z ustami na moim ociekającym wodą ciele. Czułam, że ubranie, które mam na sobie jest bardziej halką, która pokazuje wszystko bez najmniejszego starania zakrycia czegokolwiek. Nagle poczułam lekkie przyjemne ukłucie nad piersiami, gdzie Jordan trzymał swoje usta. Zmysłowo przygryzłam usta czując jak bezradnie wyginam się w pasie. Moje dłonie zjechały po jego klatce delikatnie sunąc po aksamitnej skórze, która uwodziła mnie swoją miękkością oraz mocnym zapachem. Rękę zatrzymałam na jego mięśniach, które z tak bliska wydawały mi się jeszcze większe niż zazwyczaj. Czułam jakbym traciła zmysły, jedynie marzyłam by wciąż mnie dotykał.

Jordan kończąc malinkę na moim dekolcie wyprostował się i po spojrzeniu na moją twarz znowu mnie pocałował. Nie mogłam się powstrzymać. Od razu odwzajemniłam pocałunek. Smak jego ust był dla mnie zbyt kuszący. Czułam jakby sterował mną, a przynajmniej moim ciałem, które zaczęło go pragnąć.

Zaczęłam tracić zmysły. Na całym ciele czułam jego pocałunki, które odbierały mi oddech. Bezwiednie chwyciłam dłonią za jego ręcznik i zaczęłam go rozluźniać.

W tym samym momencie obydwoje usłyszeliśmy hałas po drugiej stronie łazienki. Sterta ubrań, obok pralki zaczęła się ruszać. Niespełna po paru sekundach dojrzałam tam wygrzebującej się z ziemi Jenn. Wraz z Jordanem odskoczyliśmy od siebie, a dziewczyna skacowana spojrzała na nas.

– Co wy wyprawiacie? – zapytała czochrając włosy.

Przerażona, że ktoś zobaczył mnie w takiej sytuacji aż podskoczyłam wybiegając z kabiny. Chwyciłam za klamkę i uporczywie ciągnąć otworzyłam drzwi. Całe szczęście, udało się. Jeślibym miała teraz siedzieć z tą dwójką w zamkniętej łazience chyba spaliłabym się ze wstydu.

Pobiegłam do pokoju Bell cała czerwona i zażenowana. Jenn nas widziała! A do tego Jordan...

– Kayla wszystko w porządku? – zapytała Bell widząc jak wpadam przez drzwi i rzucam się na jej łóżko. – Przepraszam, ale musiałam odebrać telefon.

Turlając się po kołdrze i tupiąc nogami myślałam o tym co się stało. Czułam, że rumieńce nie zejdą mi przez długi czas. Nie wiem co mnie poniosło. Nigdy więcej nic nie wypiję!

– Tak... – wydusiłam z siebie czując coś miękkiego w dłoni.

Podniosłam głowę i spojrzałam na prawą rękę. Zaskoczona dojrzałam futrzany ręcznik w białym kolorze. Nie rozumiałam skąd się tutaj wziął. Skołowana przyjrzałam się mu.

– Jasna cholera... – krzyknęłam wstając z łóżka.

Zrozumiałam, że ręcznik należał do Jordana. Miał go na biodrach, kiedy byliśmy w łazience. Jak zaczynałam go poluźniać najprawdopodobniej, przez obecność Jenn automatycznie wzięłam go ze sobą. Myśląc teraz o tym doszło do mnie, że pozostawiłam go samego z brunetką bez najmniejszego okrycia. Podniosłam brwi upuszczając ręcznik na ziemię. No brawo Kayla...

© Wszystkie prawa zastrzeżone

Now or Never [Rozdział XII]

 



Zajęliśmy miejsca w sali. Nie była nawet pełna, co dość nas zadowoliło, gdyż ostatnim razem usiadły za nami dzieciaki w wieku mojego brata, komentując na całe gardło film. Nawet oberwało mi się popcornem, kiedy jedna z nich podskoczyła i upuściła go na wcześniejszy rząd. Do teraz pamiętam minę Bell, która nie miała tyle szczęścia co ja i została z włosami ociekającymi colą. Na szczęście nie było wtedy z nami Jenn, bo prawdopodobnie oberwałaby nachosami i sosem serowym, których nie cierpiała.

Siedziałam pomiędzy Bell, a Jordanem, który wymienił się miejscem ze swoim kolegą, który natomiast usiadł koło Jenn. Wiedziałyśmy, że próbował ją zaprosić na randkę od dwóch lat, dostał parę razy kosza, lecz dalej uważał, że kiedyś mu się uda. Mimo to wciąż się przyjaźnili, a raczej można to lepiej określić tolerowaniem siebie nawzajem, bo do bycia dobrymi znajomymi to im dużo brakowało.

Now or Never [Rozdział XI]

 

Po godzinie siedzenia nad rzeką w parku dostałam telefon od Bell. Powiedziałam jej, gdzie się znajdowałam i z wyczekiwaniem rozglądałam się wokoło. Siedziałam na kamykach, które lekko mnie już irytowały, wbijając się w każdą część mojego ciała. Przeskakiwałam to z jednej pozycji w drugą. Na całych nogach miałam już odbite wzory kamieni, z których mogłaby powstać niezła tapeta do pokoju, taki nowoczesny styl w końcu jest ostatnim krzykiem mody.

Nie raz podziwiałam wielkie topole znajdujące się w tym parku. Teraz jednak mój wzrok skupiły ogromne koła na tafli jeziora stworzone przez gałęzie tych jakże osobliwych drzew. Przypominała mi trochę wejście do bajkowej krainy, przez którą przechodziły postacie z książek, o których czytałam, gdy byłam młodsza.