Do obiadu jednak wciąż pozostała prawie połowa dnia, więc znudzona siedzeniem w domu postanowiłam wyjść na zewnątrz po wzięciu prysznica. Narzuciłam na siebie czyste ubrania i zbiegając na parter bloku, zapukałam do brązowych drzwi. Usłyszałam cichą muzyczkę rozbrzmiewającą w całym mieszkaniu, jak i czyjeś kroki.
– Kayla miło, że wpadłaś – otworzyła mi drzwi dziewczyna w wieku mojego brata.
– Cześć Raven, jest babcia? – zapytałam, zaglądając za nią.
– Wyszła. Miała coś do załatwienia. Wejdź do środka – Zaprosiła mnie gestem ręki.
Oczom ukazało mi się jedno z mniejszych mieszkań w bloku urządzone w starym stylu. Drewniane meble, jak i kwieciste wzory utożsamiały mnie z tym, że mieszka tam starsza osoba. Pani Catherine – tak jak kazała siebie nazywać babcia Raven, od kiedy pomogłam jej nieść zakupy parę lat temu była mi dobrze znana. Pierwszy raz wtedy miałam z nią styczność, zazwyczaj unikałam sąsiadów i wolałam, by mnie nawet nie zauważali. W jej przypadku było inaczej. Tego słonecznego dnia, kiedy po raz pierwszy rozmawiałyśmy, zrobiło jej się słabo nieopodal graniczącego z naszym blokiem parku. Znałam ją z widzenia. Akurat wtedy biegałam i dostrzegłam, że coś jest nie tak. Postanowiłam pomóc, na całe szczęście, bo była naprawdę w złym stanie. Nie chciała, żebym zadzwoniła po pogotowie, więc odprowadziłam ją do domu, gdzie się nią zajęłam. W mieszkaniu spotkałam jej wnuczkę, która była przerażona, widząc swoją babcię potykającą się o własne nogi. Od tamtej pory często byłam gościem w ich domu nie tylko, by dotrzymać im towarzystwa i pomóc, lecz również ze względu na Axela.