czwartek, 10 sierpnia 2023

Now or Never [Rozdział X]

 


Nagle po wytarciu ust w serwetkę poczułam pod stołem, jak ktoś drugi raz uderzył mnie w nogę. Przeklęłam w myślach, czując ból w kostce. Serio Ethan, musiałeś?! Podniosłam na niego morderczy wzrok, na co on jedynie pokazał mi oczami byśmy pogadali na osobności. Zaskoczył mnie. Byłam ciekawa, o co mu chodzi pierwszy raz to on, jako pierwszy chciał porozmawiać.

– Pójdę do toalety – Wstałam, kierując się do wejścia do lokalu, gdzie widziałam znaczek na drzwiach.

Za sobą usłyszałam po chwili, jak następna osoba odsuwa krzesło, a następnie lekkim krokiem idzie za mną. Po wyjściu z toalety zobaczyłam opartego o ścianę biodrem Ethana. Trzymał ręce splątane na piersiach. Spojrzał na mnie.

– Możesz mi powiedzieć, o co tutaj chodzi? – zapytał zimnym tonem.

Now or Never [Rozdział IX]


Za dziesięć minut miałam być w restauracji na uroczystym obiedzie, a wyglądałam jakbym przebiegła maraton. Psie futro na moim ubraniu, na pewno nie pomagały mojemu wizerunkowi.

Biegłam najszybciej, jak mogłam. Pomimo wykończenia starałam się jakoś utrzymać tempo. Na szczęście dom nie znajdował się daleko, więc już po paru minutach otworzyłam drzwi do mieszkania i rzucając plecakiem w kąt, wbiegłam pod prysznic.

Nie mogłam się nawet nacieszyć letnią wodą, którą uwielbiałam i przesiadywałam w niej zazwyczaj ponad godzinę. Pierwszy raz mój prysznic trwał niespełna pięć minut. Owinięta ręcznikiem przebiegłam po korytarzu do pokoju, próbując rozczesać włosy. Nie słyszałam stukotania w klawiaturę, co tylko jeszcze przyśpieszyło mój bieg. Skoro nawet skrzat już wyszedł, to naprawdę mama mnie udusi.

– A żeby to – syknęłam, szukając na szybko ubrań w szafie.

Now or Never [Rozdział VIII]

 




Do obiadu jednak wciąż pozostała prawie połowa dnia, więc znudzona siedzeniem w domu postanowiłam wyjść na zewnątrz po wzięciu prysznica. Narzuciłam na siebie czyste ubrania i zbiegając na parter bloku, zapukałam do brązowych drzwi. Usłyszałam cichą muzyczkę rozbrzmiewającą w całym mieszkaniu, jak i czyjeś kroki.

– Kayla miło, że wpadłaś – otworzyła mi drzwi dziewczyna w wieku mojego brata.

– Cześć Raven, jest babcia? – zapytałam, zaglądając za nią.

– Wyszła. Miała coś do załatwienia. Wejdź do środka – Zaprosiła mnie gestem ręki.

Oczom ukazało mi się jedno z mniejszych mieszkań w bloku urządzone w starym stylu. Drewniane meble, jak i kwieciste wzory utożsamiały mnie z tym, że mieszka tam starsza osoba. Pani Catherine – tak jak kazała siebie nazywać babcia Raven, od kiedy pomogłam jej nieść zakupy parę lat temu była mi dobrze znana. Pierwszy raz wtedy miałam z nią styczność, zazwyczaj unikałam sąsiadów i wolałam, by mnie nawet nie zauważali. W jej przypadku było inaczej. Tego słonecznego dnia, kiedy po raz pierwszy rozmawiałyśmy, zrobiło jej się słabo nieopodal graniczącego z naszym blokiem parku. Znałam ją z widzenia. Akurat wtedy biegałam i dostrzegłam, że coś jest nie tak. Postanowiłam pomóc, na całe szczęście, bo była naprawdę w złym stanie. Nie chciała, żebym zadzwoniła po pogotowie, więc odprowadziłam ją do domu, gdzie się nią zajęłam. W mieszkaniu spotkałam jej wnuczkę, która była przerażona, widząc swoją babcię potykającą się o własne nogi. Od tamtej pory często byłam gościem w ich domu nie tylko, by dotrzymać im towarzystwa i pomóc, lecz również ze względu na Axela.

Now or Never [Rozdział VII]

 


Z samego rana obudziły mnie świergoty ptaków za oknem. Oczywiście, nie mogły wybrać innego dnia, tylko akurat ten, gdy byłam tak wykończona, że aż sama obecność poduszki na prześcieradle mnie irytowała.

Przewracałam się w łóżku, myśląc o wczorajszej kartce od taty. Wciąż nie chciało mi się pomieścić to w głowie. Obiad był dla niego ważniejszy niż moje urodziny. Z drugiej strony przynajmniej przeprosił, a mama kupiła tort. Miałam po części mętlik w głowie. Pogubiłam się już w tym wszystkim. Z jednej strony chciałam wrzeszczeć, a z drugiej płakać. Wczoraj wszystko wydawało się takie proste, zanim wróciłam do domu. A teraz, zamiast być wściekłą na rodziców czułam się zagubiona i gdybałam, co by było, jakbym wróciła wcześniej. Do tego dzisiejszy obiad. Ominął mnie tort, jak i miły gest ze strony mamy, przez co czułam się winna.

– Chyba jednak na serio powinnam pójść – pomyślałam, przewracając się z jednego boku na drugi.

Westchnęłam, wstając z łóżka. Czułam, że i tak już nie zasnę. Chwyciłam za laptopa i siadając do biurka, otwarłam plik tekstowy, który otwierałam raz w tygodniu. Był to mój dziennik, w którym zapisywałam najważniejsze rzeczy z mojego życia.

Now or Never [Rozdział VI]





Staliśmy tak może z parę minut. Nic więcej nie powiedział. Z każdą łzą gładził mnie po ramieniu, wycierając je. Byłam mu wdzięczna. Nie chciałam pokazywać mu tej części siebie, jednak sama byłam w szoku, że byłam w stanie się przed nim otworzyć. Był przeciwieństwem mnie, pomimo tego, że żył w cieniu siostry to miał siłę walczyć o to by i on mógł błyszczeć w towarzystwie. Ja za to uważałam siebie za cień siostry, który próbował grać kogoś, kim nie jest, by być popularną.

– Jordan, kiedy wróciliśmy? – Wyszła na taras zaspana Bell, przecierając oczy, a ja odskoczyłam od chłopaka, wycierając twarz.

– Jakoś godzinę temu – odpowiedział z nutką śmiechu w głosie po zobaczeniu mojej reakcji.

– O Kayla pojechałaś z nami – zauważyła mnie, a ja się przywitałam. – Czemu jesteś u Jordana? Nie zanudził cię? – zaśmiała się, mówiąc, bym poszła do jej pokoju.

Now or Never [Rozdział V]

 


Z wlepionym wzrokiem w koktajl całkowicie zapomniałam o stojącym obok Jordanie, więc gdy usłyszałam ponownie jego głos powtarzający moje imię, szybko oprzytomniałam, odwracając się.

– Bardzo przepraszam za tą koszulę – Zgaduję, że nawet nie wiedział, jak było mi głupio. – Pozwól, że ci ją wypiorę.

– Nie trzeba – odparł zakłopotany.

– No daj spokój, przecież dobrze wiem, że pranie czy porządki to twój największy koszmar – próbowałam go jakoś przekonać.

– Tu mnie masz Kiki – zaśmiał się. – Chyba wygrałaś.

Uśmiech diametralnie zniknął z mojej twarzy, gdy poczułam wibrujący telefon w kieszeni. Zacisnęłam zęby, biorąc wdech. Miałam tego dość. Nie miałam ochoty wracać od razu do domu, szczególnie po tej rozmowie z mamą. Tego było już za wiele jak dla mnie.

Now or Never [Rozdział IV]


 

Następnego dnia obudziłam się, śpiąc na kanapie w salonie. Kiedy przetarłam zaspane oczy, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Dookoła panował prawdziwy chlew. Wszędzie walały się puszki, butelki i pourywane serpentyny. Nie wspominając o przynajmniej dwóch miskach chipsów rozsypanych na dywanie.

Siadając, usłyszałam ciche chrapnięcie obok siebie. Oczywiście Jenn i Bell dalej spały. Cały makijaż rozmył im się na twarzach, więc rozbawiona zrobiłam im zdjęcie. Ostrożnie przechodząc po dywanie, by nie wdeptać niczego więcej, poszłam do kuchni zorganizować dla siebie coś do jedzenia. Byłam niesamowicie głodna, mój brzuch wciąż upominał się o śniadanie.

– Widzę, że też wstałaś – zauważył mnie Jordan szykujący naleśniki. – Chętna na śniadanie?

– Umieram z głodu.

– To dobrze się składa. Pozwól szefowi kuchni zając się jedzeniem – odparł rozbawiony, szykując dodatkową porcję.